poniedziałek, 27 maja 2013

Prolog

***muzyka***
14.06.2013r. to dzień, w którym moje życie legło w gruzach. Wszystko zwaliło mi się na głowę i jakoś wcale nie chciało jej opuścić. Moja rodzina zginęła w wypadku samochodowym. Jedyni bliscy jakich miałam nagle zniknęli zostawiając mnie na lodzie, samą. Z własnymi problemami.
I wiecie co wtedy czułam? Byłam zła. I pusta. Wszystkie inne emocje ze mnie uleciały, niczym powietrze z balonika.
Wszyscy dookoła mnie się nie liczyli, ich głupie gesty i próby pocieszenia mnie. To było idiotyczne. Ja czułam się idiotycznie. Pogrążona w rozpaczy, panice i złości.
Tak, byłam na nich zła. Zostawili mnie, egoiści!


Stałam w czarnej sukience przed kolano i również czarnych koturnach na cmentarzu, a z moich oczu lały się litry łez.
Ciocia Ela stała obok mnie, specjalnie na tą okazję przyjechała do Krakowa, i gładziła mnie ręką po plecach. Nie chciałam tego w tej chwili. Nie potrzebowałam jej dotyku, potrzebowałam ich.
-Spokojnie...- szeptała mi do ucha.- Wszystko będzie dobrze, skarbie.
Nie słuchałam jej, miałam przed oczami obraz rodziców, ostatnim razem. Ich uśmiechy, zadowolenie i gdzieś tam pomiędzy tym wszystkim mnie, mało znaczącą, szarą w tej chwili.
Ich już nie była. To świadomość, była mi dziwnie obca. Jeszcze nigdy nikogo nie straciłam, nie czułam się taka pusta, bezduszna.
Kiedy chowali trumny do grobu, po prostu odwróciłam się i zaczęłam biec w stronę wyjścia. Nie chciałam patrzeć jak zakapują rodziców pod ziemię, całkiem o nich zapominając. Jakby nic szczególnego nie znaczyli. Byli po prostu po to, żeby być. A ja nie chciałam tak o nich myśleć. Byli moimi bohaterami.
Śmierć to jedno z najprostszych wyjść. Po śmierci nasi bliscy czują ból, ale w końcu zapomną, a o nas ślad zaginie.


Usłyszałam czyjeś kroki za mną i po chwili już siedziałam wtulona w Gosię, moją przyjaciółkę, która szeptała słowa pocieszenia. Wiedziałam, że to nie koniec. To dopiero początek końca.
-Trzeba się pozbierać.- stwierdziłam cicho.- Przecież, oni by na pewno tego chcieli.- Gosik kiwała głową, tak jakby przyznawała mi rację, ale wiedziałam co myśli, każdy wiedział.
-Właśnie tak, misiu.- uśmiechnęła się przepraszająco.- Wszystko będzie dobrze, damy sobie radę.